piątek, 31 stycznia 2014

Styczniowy mix zdjęciowy czyli Michałosi podsumowanie bez zbędnego gadania

Dzisiaj na luzie nie będzie gadania ;-)
Będzie oglądanie :-)

Foto-styczeń u Michałosi :-)


1, Zakupy...
2. I zakupy ... ;-)



3. Wiosno wracaj !!!
4. Dogrzewany się ...




5. Wielkie pranie...
6. I segregowanie ... ( zaczynamy wiosenne porządki )



7. Kolastynki wygrane u Saurii :-)
8. Szczęśliwej drogi już czas ... a na poboczu 1,5 metrowe zaspy :-)


A Wam jak minął styczeń ?
U mnie wesołych wydarzeń była masa :-) Zostałam po raz kolejny ciocią, mała Mi miała już swoje naste urodziny, było masę śmiechu i radości :-)
Do zobaczenia w lutym ;-)

Buziaki,
Michałosia

wtorek, 28 stycznia 2014

Eveline slim extreme 4D czyli Michałosia o Intensywnym serum redukującym tkankę tłuszczową

Są takie kosmetyki które kiedy trafiają w nasze ręce traktujemy z wielką rezerwą.
Tak było i w przypadku Intensywnego serum redukującego tkankę tłuszczową Eveline slim extreme 4D.
Pierwsze opakowanie dostałam na czerwcowym spotkaniu blogerek, kolejne trafiały w różne sposoby w moje łapki.
Obecnie wykańczam już trzecie opakowanie :-)
Chcecie wiedzieć jakie są efekty ?
Zapraszam do dalszej lektury :-)




INTENSYWNE SERUM REDUKUJĄCE TKANKĘ TŁUSZCZOWĄ
Efekt chłodzący
A SIZE DOWNTM TECHNOLOGY
ANTYCELLULIT
ZMNIEJSZA OBWÓD BRZUCHA O 1 ROZMIAR*
WYRAŹNIE WYSZCZUPLA
ZWALCZA CELLULIT
48h
kompleks INTENSLIM™
Lipocell-Slim®, PhytoCellTec™, bioHyaluron Slim Complex™
DO SKÓRY WRAŻLIWEJ I SKŁONNEJ DO ALERGII


"INTENSYWNE SERUM REDUKUJĄCE TKANKĘ TŁUSZCZOWĄ zwalcza odkładający się tłuszcz, zwłaszcza w obrębie brzucha. Nowatorska formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne działające w synergii z kompleksem Intenslim™ wyraźnie zmniejsza obwód talii, optycznie wysmuklając sylwetkę. bioHyaluron Slim Complex™ zawierający kwas hialuronowy intensywnie nawilża, wygładza i ujędrnia. Roślinne komórki macierzyste –PhytoCellTec™ aktywizują osłabione i uśpione komórki macierzyste w skórze, przez co stymulują jej naturalną regenerację, co pozwala w naturalny sposób zwalczać cellulit. Kompleks Lipocell-Slim® wykazuje silne działanie wyszczuplające i modelujące sylwetkę. Mleczko roślinne Chufa Milk EC, algi laminaria i olejek z pestek winogron odżywiają i rewitalizują naskórek.
A SIZE DOWNTM TECHNOLOGY
Innowacyjna technologia wyszczuplająca A SIZE DOWN™ gwarantuje intensywną redukcję podskórnej tkanki tłuszczowej, zwłaszcza w obrębie fałdów brzusznych, powodując szybką utratę centymetrów w obwodzie ciała, rzeźbiąc wcięcie w talii i nadając sylwetce kształt klepsydry."



Kosmetyk otrzymujemy w bardzo miękkiej plastikowej tubce. Jest tak miękka, ze bez problemu daje się wycisnąć preparat z opakowania nawet w momencie kiedy już się w nim kończy. 
Kosmetyk jest w formie gęstego kremu, który bardzo łatwo rozsmarowuje się po skórze.
Wchłania się w ciało w niesamowicie szybkim tempie, a to bardzo lubię. ponieważ kilka minut po wsmarowaniu serum mogłam już bez problemów nakładać na skórę balsam.
Po wsmarowaniu na skórze czuć bardzo delikatny efekt chłodzenia. Jest on jednak na tyle łagodny, że po ciepłej kąpieli nie wywołuje u nas szoku ;-)
Po trzech zużytych opakowaniach mogę zdecydowanie stwierdzić, ze skóra po tym serum jest bardzo dobrze napięta i ujędrniona oraz wyraźnie gładsza w partiach ciała objętych cellulitem.
Jeżeli chodzi zaś o zapewnienia producenta, ze kosmetyk jest w stanie zmniejszyć nasze wymiary o jeden rozmiar... hmmmm w takie cuda chyba nikt nie wierzy ;-) Ja też nie ;-)
Zresztą w moim przypadku może to i dobrze, że kosmetyk nie zmienia naszych wymiarów ponieważ z obecnego 34/36 musiałabym zadowalać się rozmiarem 32 ;-)
Tak więc nie wierząc w dary niebios i firm kosmetycznych serum samo w sobie nie zmieni naszego rozmiaru, nie zlikwiduje nam też cellulitu bez dodatkowego wsparcia ćwiczeniami i odpowiednim odżywianiem ale zdecydowanie uda mu się skórę ujędrnić i wygładzić skórę i za to mu chwała.
Do tego produktu mimo początkowych bardzo mieszanych uczuć po 6 miesiącach systematycznego stosowania jestem jak najbardziej pozytywnie nastawiona i zdecydowanie będę do niego wracać.




Serum o pojemności 250 ml kosztuje około 20 zł.

Z racji tego, ze obecnie na wypróbowanie czekają podobne kosmetyki z Tołpa i Kolastyny robię sobie od serum Eveline chwilową przerwę, ale i tak wiem, że z wielką przyjemnością jeszcze do niego wrócę :-)


buziaki,
Michałosia

niedziela, 26 stycznia 2014

Synesis eliksir pod oczy czyli Michałosia o 21 aktywnych składnikach

Kilka miesięcy temu zafundowałam sobie odrobinę luksusu ;-)
Chciałam mieć idealną skórę wokół oczu, wstawać rano bez sińców i opuchlizny a patrząc w lustro widzieć, ze nie ma w tych okolicach ani jednego mikroskopijnego śladu świadczącego o moim wieku ;-)
Skusiłam się więc na magiczny eliksir pod oczy z 21 aktywnymi składnikami od Synesis.



Skład:
Skład: Ricinus Communis Oil, Oryza Sativa Germ Oil, Macadamia Oil, Avocado Oil, Pistacia Butter, Aloe Butter, Chamuolgra Butter, Hippophae Rhamnoides Oil, Cedar Balm, Shea Butter, Dipalmitoyl Hydroxyproline, Phytospinghosine, Ceramide III B, Omega Ceramide, Tocotrienoil Ascoryl Palmitate, Tocopheryl Acetate, Caprylic/Capric Tryglyceride, Coenzym Q10, Alfa Lipoic Acid, Cannabis Sativa Seed Oil.

Składniki aktywne:
olej rycynowy, olej ryżowy, olej winogronowy, omega ceramidy, olej z orzechów macadamie, olej z awokado, masło pistacjowe, masło aloesowe, chamuolgra oil, olej z rokitnika, balsam cedrowy, masło shea, pochodne hydroksyproliny, fitosfignozynę, ceramidy III B, tokoferol, witaminę C, tokotrienol, witaminę E, koenzym Q10, nasiona konopii siewnej.




Opis producenta:

Eliksir pod oczy to jeden z najbogatszych w substancje aktywne synezyjnych produktów. To również jeden z najoryginalniejszych preparatów pod oczy na polskim rynku, między innymi ze względu na swoją oleistą konsystencję. Eliksir zawiera tak cenne składniki jak – oleje: rycynowy, ryżowy, winogronowy, makadamia, awokado, rokitnikowy, konopny; masła: pistacjowe, aloesowe, shea, a także balsam cedrowy, koenzym Q10, ceramidy i drogocenne witaminy E w różnych związkach.
Dzięki tak bogatemu składowi Eliksir zapewnia intensywną i skuteczną ochronę przed wolnymi rodnikami, utrzymanie prawidłowego poziomu nawilżenia skóry oraz pomaga w tworzeniu nowych komórek. Masło aloesowe bogate jest w witaminy A, C, B, potas, wapń, sód, żelazo, cynk, miedź, proteiny, dzięki czemu Eliksir reguluje pH naskórka, działa nawilżająco i ściągająco. Naturalne ceramidy doskonale wbudowują się w struktury międzykomórkowe.
Eliksir nie zawiera konserwantów, barwników ani substancji zapachowych. Eliksir pod oczy zamknięty jest w eleganckiej, szklanej, ozdobnej buteleczce. Jedna buteleczka eliksiru wystarcza na 2-3 miesiące.



Olejek zamknięty jest w szklanej malutkiej buteleczce zakręcanej plastikową nakrętką.
Niestety należy go wylewać z opakowania bezpośrednio na dłoń. Przy tego typu preparacie zdecydowanie lepiej sprawdzałaby się forma jakiejś pompki czy pipetki.

Sam kosmetyk z racji tego, że jest olejem widocznie natłuszcza skórę pod oczami. Momentami nawet za bardzo. Ja osobiście nie lubię aż tak "tłustego" uczucia na twarzy a tym bardziej w okolicach oczu.
Niestety przez swoją " tłustość" sprawiał też spore problemy podczas porannego makijażu przy użyciu korektora pod oczy i podkładu. Kosmetyki te nie rozprowadzały się na nim łatwo.
Nie poradził sobie też z likwidowaniem opuchlizny i cieni pod oczami.

Sporym plusem działającym na korzyść tego eliksiru jest fakt, że po kilku miesiącach stosowania faktycznie bardzo dobrze odżywia skórę wokół oczu. Jest ona miękka, nawilżona i bardzo elastyczna.
Ale przy tak dobranym składzie olei jako składników aktywnych byłabym zdziwiona gdyby tego nie robił.

Z likwidowaniem zmarszczek też u niego różnie bywało ;-) Z tymi świeżymi mimicznymi dawał sobie radę.
Ale bardziej widoczne już kurze łapki to jednak za duże wyzwanie dla tego olejku.

I największy problem jaki z nim miałam to dość częste podrażnienie oczu które wywoływał.
Mimo, iż starałam go się nie aplikować bezpośrednio przy samej linii wodnej oka bardzo często doprowadzał do szczypania i łzawienia.



10 ml specyfiku kosztuje 58 zł.
Przy zakupie nie oczekiwałam od niego, że nagle zacznie działać na okolice moich oczu jak magiczna mikstura, a ja będę wyglądała jak po kuracji botoksem. Byłam świadoma, ze to jednak tylko kosmetyk.
Nie mniej jednak 58 zł to jak dla mnie trochę za dużo, żeby fundować sobie podrażnienie oczu, uczucie tłustości i brak zlikwidowania chociażby minimalnie oznak opuchlizny.

Znacie to cudo? Miałyście z nim może inne doświadczenia ?

buziaki,
Michałosia


sobota, 25 stycznia 2014

Stare złoto z Virtual Winter czyli lakierowa sobota u Michałosi

Dawno lakieru nie było na blogu. Ostatnio chyba po sylwestrze. A, że dzisiaj zajęłam się przygotowaniem propozycji manicure karnawałowego do jednego z konkursów, stwierdziłam że pokarzę Wam lakier który był jego bazą.
Zdjęć końcowego efektu niestety do zakończenia konkursu nie mogę ujawnić ale lakier czemu nie ;-)



Lakier pochodzi z zimowej kolekcji Winter firmy Virtual.
Są to kolory przełamane bardzo delikatnym brokatem. Do wyboru były beże, róże, czerwienie oraz odcienie niebieskiego. Dostępny był też lakier srebrny i złoty na który ja się zdecydowałam.
Jest to odcień starego złota, złamanego delikatnymi brokatowymi drobinkami.
Dodatkowo był w promocji za 2,99 zł z 5 zł w drogerii No-El.



Z lakierami Virtual doczynienia jeszcze nie miałam. Dwa które z tej zimowej kolekcji kupiłam to nasze pierwsze spotkanie. I zdecydowanie nie ostatnie. Mam w planach dokupić jeszcze inne kolory.
Po pierwsze niesamowicie zaskoczyło mnie krycie tego lakieru. Pierwsza warstwa bardzo dobrze i dokładnie pokrywa płytkę paznokcia tak, ze druga nie jest już właściwie potrzebna.
Drugim plusem jest niesamowite tempo wysychania. Po niecałych 5 minutach paznokcie były całkowicie suche.
Trzeci plus to trwałość. Nosiłam go na paznokciach pełne 5 dni i nie zauważyłam ani jednego minimalnego uszczerbku. Nawet końcówki paznokci nie były powycierane. I sądzę, że wytrzymałby jeszcze trochę. Ja zdecydowałam się na zmycie go bo 5 dni w jednym kolorze to jak dla mnie za długo ;-)





No i ten kolorek :-) Odcień starego złota.

Znacie te lakiery ?

buziaki,
Michałosia

piątek, 24 stycznia 2014

Casual Friday czyli Michałosia na luzie

W wielgachnej korporacji w której kiedyś pracowałam piątek był dniem wyczekiwanym przez wszystkich.
Po pierwsze zaraz zaczynał się weekend, a po drugie był to jedyny dzień kiedy mogliśmy w pracy pojawić się w jeansach i sweterku a piękne marynarki, idealnie wyprasowane niebieskie koszule i niebotycznie wysokie i niewygodne czarne szpilki trafiały na dno szafy.
Tak szczerze mówiąc mało kto wtedy już myślał o poważnych raportach i statystykach. Bo do bluzy i trampek jakoś to nie bardzo pasowało ;-)

Dzisiaj na blogu też będzie taki "Luźny Piątek". W dresie dam sobie i Wam odpocząć od recenzji kosmetycznych.

Będzie mam nadzieję przyjemnie ;-) Ujawnię Wam zawartość mojej podręcznej kosmetyczki :-)
Mam nadzieję, ze taki post Wam się spodoba. Sama siedząc czasami w towarzystwie przyjaciółek jak przystało na rasową kosmetykomaniaczkę lubię rzucić " daj pogrzebać co tam masz " i zanurzam się z zaciekawieniem w ich kosmetyczkach :-)

Z tej okazji dam Wam dzisiaj możliwość pogrzebania w mojej ;-)



1. Chusteczki nawilżające (obowiązkowo muszę je mieć )
2. Dezodorant w chusteczkach (taki tam gadzecik ;-) )
3. Zmywacz do paznokci w płatkach ( mistrzostwo ! mały pomocnik kiedy po za domem zacznie zdzierać się lakier na paznokciu )
4. Grzebyk ( bo czasem trzeba się uczesać)
5. Pilnik szklany do paznokci ( bo zawsze kiedy jest najmniej odpowiedni moment paznokcie lubią się złamać )



6. Woda perfumowana lub perfumy w mniejszej buteleczce ( tym razem Incadesense Avon - zapach musi być...obowiązkowo)
7. Puder w kamieniu Affinitone Maybelline ( bo czasem trzeba coś przypudrować )
8.Mini kremik nawilżający Embryolisse ( no musi być i już ... )
9. Tusz do rzęs Rimmel ( cały dzień po za domem a makijaż od czasu do czasu trzeba poprawić )
10. Kredka do oczu Vipera ( bez czarnej konturówki nie wyobrażam sobie makijażu oka )




11. Astor, Nawilżająca szminka w kredce takie 3 w 1 - szminka, balsam błyszczyk (pięknie pachnie karmelem)
12. Błyszczyk Eveline ( na kolor niemal identyczny jak moje usta )
13. Błyszczyk Mariza ( różowy to go noszę w kosmetyczce )
14. Moja ukochana szminka Virtual  recenzja ( zostało jej niestety tyle co widać )




Cała kosmetyczkowa ekipa w jednym kadrze ;-)




A Wy dacie mi pogrzebać w swoich kosmetyczkach ? ;-)

Buziaki,
Michałosia

czwartek, 23 stycznia 2014

Joko Virtual Satin Smooth Make Up Base czyli Michałosia o bazie pod makijaż

Dobrze dobrana baza pod podkład to tak jak dobranie idealnych majtek pod obcisłe spodnie :-)

Wiadomo, ze nie chcemy żeby nam się coś pod spodniami odcisnęło, chcemy żeby podkreślały nasze atuty, nie wystawały a do tego były jeszcze wygodne.

Tak samo jest z bazą pod makijaż. Ma kamuflować to co trzeba, uwydatniać atuty, współgrać z podkładem i zapewniać uczucie piękna i komfortu przez bardzo długi czas...

Lubię kosmetyki Joko, lubię Virtuala dlatego też kiedy podczas zakupów w jednej z drogerii w szafie Vrtual wybierałam nową kolorówkę postanowiłam zwrócić też swoją uwagę na beztłuszczową bazę wygładzającą.
Takim to sposobem wylądowała w moim koszyczku z zakupami.



Skład:




Beztłuszczowa silikonowa baza pod makijaż. Idealnie matuje dzięki silikonowym polimerom.
Tuszuje drobne niedoskonałości skóry, ujednolica koloryt cery.
Nadaje skórze jedwabistą gładkość. Wzmacnia efekt podkładu oraz ułatwia jego rozprowadzanie. Skóra staje się bardziej miękka i wygląda młodziej.
Bazę można stosować także samodzielnie, bez podkładu. Błyskawicznie wygładza i ożywia skórę, która wygląda świeżo i promiennie. 




Kosmetyk kupujemy w plastikowej tubce z zakrętką. 
Szpiczasta, wąska końcówka aplikuje mniejsze ilości kosmetyku dzięki czemu nie może nam się jej wycisnąć za dużo.



Baza jest formą gęstego bezbarwnego żelu. Bardzo dobrze rozprowadza się po powierzchni skóry.
Wygładzając wszystkie niedoskonałości oraz nie powoduje zapychania. Niestety sporym jej minusem jest fakt, że dość długo wchłania się w skórę, wydłużając czas wykonania makijażu. Natomiast po wchłonięciu bardzo łatwo rozprowadza się na niej podkład. 
Niestety nie udało jej się utrzymać efektu nieskazitelnego makijażu na dłuższy czas. Właściwie ten sam efekt do poprawki mam kiedy używam samego podkładu bez bazy. A właśnie od takiego kosmetyku oczekuję gwarancji, że podkład utrzyma mi się na skórze przez cały dzień.
Kolejnym minusem który niestety dość szybko udało mi się zauważyć to nadmierne świecenie się skóry po użyciu tego kosmetyku. Osobiście mając suchą skórę nie mam zbyt dużego problemu ze świeceniem i nie zawsze muszę sięgać po kosmetyki matujące. Ta baza jednak potęgowała ten efekt, przez co kilkakrotnie w ciągu dnia muszę matowić skórę pudrem.
Dodatkowo mam wrażenie, ze produkt jest niemiarodajny z wydajnością w stosunku do ceny.
Opakowanie 15 ml kosztuje 16 zł. I wydaje mi się, ze starczy na niewiele ponad miesiąc ponieważ już zaczynam dobijać do dna.



Tego samego dnia kupiłam trzy kosmetyki JOKO. W dwóch z nich już się zakochałam, ale ten jeden - baza wyjątkowo mnie rozczarował. Liczyłam jednak na coś znacznie lepszego. Tym bardziej, że często sięgam po ich podkłady i są jednymi z lepszych którym udaje się fajnie dopasować do mojej cery.
A tu niestety zonk :-( I będzie to moje ostatnie spotkanie z tym produktem.



buziaki,
Michałosia

środa, 22 stycznia 2014

Lierac, zmysłowy olejek czyli Michałosia o kosmetyku do ciała i włosów

Co jakiś czas w swoich postach o ręcznie robionych maseczkach gości sobie pewien olejek.
Był tutaj i tutaj.

Olejek Lierac Colection Blanche, Hiule Sensorielle Aux 3 Fleurs Blanches ( Zmysłowy olejek z trzema kwiatami). Jest to limitowana kolekcja firmy Lierac.

Jest to wszechstronny olejek przeznaczony do skóry i włosów stanowiących mieszankę naturalnych olejków roślinnych i białych kwiatów.
Olejek dzięki wysokiej zawartości NNKT (niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe) ma za zadanie skutecznie chronić skórę i włosy przed wolnymi rodnikami.





Skład:

C-12-15 alkyl benzoate, diisoprpyl sebacate, polyglyceryl-6 dioleate, peg-8 caprylic/capric glyceryls. corylus avellana (hazel) seed oil, water (aqua), propylene, glycol, camellia kissi seed oil, argania spinosa kernel oil, squalane, fragance (parfum), prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, caprylyl glycol, vitis vinifera (grape) seed oil, jasminum officinale (jasmine) flower extract, coleus forckohlii roqt extract, helianthus annuus (sunflower) seed oil, olea europaea (olive) fruit extract, polygonum cuspidatum extract, triticum vulgare (wheat) germ extract, gardenia florida extract, tocopherol, butylene glycol, potassium sorbate, sodium benzoate, sodium citrate, citric acid botanical origin (d'origine végétale).

Składniki aktywne:

- olej arganowy - regeneruje, odżywia i chroni skóre przed atakami wolnych rodników
- olej z pestek winogron - działa kojąco, regeneruje skóre i włosy
- olej ze slodkich migdałów - łagodzi podrażnienia, zapobiega wysuszeniu skóry i włosów
- olej z orzechów laskowych - remineralizuje, odzywia i koi
- ekstrakt z jaśminu - relaksuje i sprzyja harmonii ciała i umysłu. Wzmacnia i upiększa włosy 
- wyciąg z gardenii tonizuje skóre, relaksuje ciało i umysł
- olejek z kamelii przywraca włosom blaski i witalność oraz pomaga zwalczać oznaki przedwczesnego starzenia się skóry




Olejek możemy stosować na wilgotną i suchą skórę jak i włosy.
Dodany do kąpieli zmienia się w mleczko o właściwościach nawilżających i zmiękczających.

Olejek niestety nie poradził sobie z oddziaływaniem na moje włosy. Działał na nie za słabo.
Za to przy pielęgnacji skóry spisuje się bardzo dobrze. Świetnie ją nawilża, pozostawiając gładką i miłą w dotyku.
Działa na zasadzie suchego olejku, także zaraz po wsmarowaniu go w skórę nie jest już na niej wyczuwalny.
Użyty na skórę w ciągu dnia pięknie ją rozświetla. W lato skóra sprawia wrażenie mieniącej się delikatnie, dlatego chętnie używałam go na dekolt i ramiona.
Nie zdecydowałam się jednak na codzienne stosowanie go na twarz. Niestety przy swojej oleistej formie moja skóra świeciła się jak żarówka. Dlatego osobiście odpuściłam sobie formę bezpośredniego aplikowania go na twarz. I wykorzystuję go do maseczek.
Bardzo dużym jego plusem jest zapach :-) Ciepły, kobiecy, bardzo zmysłowy delikatny zapach białych kwiatów zamknięty w szklanej buteleczce który bardzo długo utrzymuje się na skórze.

Podsumowując :
Fajny produkt do nawilżania ciała który dość kiepsko radzi sobie z pielęgnacją włosów i jest za tłusty dla mojej twarzy.





Cena tego olejku to 100 zł za 100 ml. Sporo ... chociaż olejek NUXE za tą samą pojemność kupimy właściwie w identycznej cenie. Po spróbowaniu obu, na chwilę obecną gdybym miała sięgnąć do portfela po taką kwotę osobiście ponownie kupiła bym NUXE chociaż i olejek Lierac nie rozczarowuje całkowicie.


buziaki,
Michałosia

wtorek, 21 stycznia 2014

Karite i olej babassu od Flos-Lek czyli Michałosia o maśle do ciała

Kiedy przychodzi zima, jednym z moich problemów jest bardzo przesuszająca się skóra.
W lato jakoś łatwiej sobie radzę z tym problemem. W zimowe dni z racji tego, ze jestem strasznym zmarźluchem opatulam się masą sweterków, apaszek i przytulam do kaloryferków.
W związku z tym stawiam też na treściwszą pielęgnację ciała i zazwyczaj sięgam wtedy po masła.

Jednym z takich kosmetyków jest masło do ciała Flos-Lek Karite i olej babassu.



Skład:



Masełko przeznaczone jest do pielęgnacji skóry przesuszonej, odwodnionej, normalnej oraz skłonnej do okresowego spadku nawilżenia. Można je również wykorzystywać do masażu ciała.

W skład kosmetyku wchodzą między innymi:
Masło shea - balsam otrzymywany z afrykańskiego drzewa masłoszowego, działa łagodząco, jest naturalnym filtrem UV i neutralizatorem wolnych rodników.
Olej z nasion babassu - dobrze się wchłania i ma lekką konsystencję, nie powoduje zatykania porów.
Olej słonecznikowy - działa zmiękczająco i wygładzająco na skórę.
Oliwa z oliwek - otrzymywana poprzez tłoczenie oliwek na zimno, odżywia skórę i pozostawia na niej film ochronny.
Ekstrakt z noni - bogaty w odżywcze węglowodany i aminokwasy, działa wzmacniająco i regeneracyjne, szczególnie korzystnie działa na skórę suchą, alergiczną i wrażliwą.


Masło zawierając w sobie karite oraz naturalne oleje roślinne rewitalizuje, natłuszcza i zmiękcza skórę. Zawarty w kosmetyku ekstrakt z noni łagodzi, wzmacnia i uelastycznia skórę suchą, wrażliwą i alergiczną.
Latem masełko doskonale regeneruje skórę przesuszoną i odwodnioną w skutek intensywnego opalania, a zimą wygładza, uelastycznia, nawilża i natłuszcza skórę, która jest poddana działaniu centralnego ogrzewania.



Masełko spakowane jest w plastikowy słoiczek o bardzo prostej formie. Środek opakowania zabezpieczony jest dodatkową plastikową zakrywką. A każde pudełeczko dodatkowo zabezpieczone jest folią. Dzięki czemu podczas zakupów wiemy, że nikt nie miział paluszkami w kosmetyku.
Bardzo fajne wrażenie robi kolor kosmetyku - pistacjowy :-)

Jeżeli chodzi o zapach jest ona bardzo delikatny, lekko słodkawy ale nie drażniący. Co prawda nie wąchałam nigdy samego karite czy oleju babassu więc ciężko mi się odnieść do tego czy to zapach jednego z tych cudów. Ale dla mnie pachnie on delikatnymi migdałami i pistacjami właśnie. Bardzo przyjemny i odprężający zapach.

Ci którzy śledzą mój blog wiedzą, że strasznie nie lubię jak kosmetyk do ciała wchłania się długimi minutami.
Z tego też powodu wiele fajnych maseł niestety poszło w odstawkę.
To mimo swojej dość gęstej i zbitej konsystencji bardzo łatwo daje się rozsmarować po skórze i wchłania się w ekspresowym tempie. Co jest jego zdecydowanym plusem.
Skóra po użyciu na długi czas jest bardzo fajnie nawilżona i gładka. Masełko nie wywołuje też żadnych podrażnień.

Za 240 ml zapłacimy około 24 złotych, ale kosmetyk jest bardzo wydajny i starczy na około 2-3 miesiące systematycznego używania.




Jest to już kolejny mój kosmetyk z Flos-lek który bardzo polubiłam. Pamiętam, że kiedyś sporo czytałam o ich produktach a później usilnie poszukiwałam ich w okolicznych drogeriach nie mogąc namierzyć nic na sklepowych półkach.  Szkoda, że to co dobre i w miarę tanie tak rzadko trafia do zwykłych sklepów.
Na szczęście od jakiegoś czasu Flos-Lek posiada również sklep internetowy z czego osobiście bardzo się cieszę bo znalazłam tam kilka produktów o istnieniu których nie miałam nawet pojęcia i już sobie ostrzę pazurki na olejek pod prysznic 2 w 1 oraz serię antybakteryjną dl Małej Mi.
I od razu uprzedzam ;-) nie jest to płatna reklama, nie jest to reklama produktu bartnerowego mimo, że od roku mam z Flos-Lek współpracę ( dostarczają mi kremy do twarzy ).
Po prostu uważam, że jak coś jest dobre to się to poleca szczerze i z czystym sumieniem. Link do sklepu podaję Wam bo może ktoś tak jak ja ma problem z dostaniem w okolicznych sklepach pełnej oferty kosmetyków Flos-Lek.


buziaki,
Michałosia

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Apis i czarne błoto czyli Michałosia o energetyzującym peelingu do stóp

Był sobie peeling do stóp... energetyzujący, oczyszczający i nawilżający.
Peeling z błotem z Morza Martwego od Apis.


Opis opakowaniowy i skład:



Kosmetyk standardowo znajduje się w plastikowej tubce. Czasami tak sobie myślę jak to fajnie byłoby gdyby producenci wpadali na pomysł aby peelingi do stóp umieszczać w słoiczkach ;-)
O ile łatwiej byłoby się dostać do kosmetyku, a tak to człowiek musi się tej tubki naściskać, nawyciskać i naugniatać żeby coś z niej się wydostało.



Małym zaskoczeniem w tym kosmetyku była dla mnie jego konsystencja. Nie jest on bardzo zbity ani też wyjątkowo rzadki.  Zdecydowanie jest bardziej płynną wersją standardowych peelingów.
Pachnie ... błotkiem :-) Mimo to zapach jest delikatnie wyczuwalny i nie jest uciążliwy dla naszego nosa :-)




Peeling zawiera w sobie bardzo delikatne drobinki lawy wulkanicznej odpowiedzialne za wygładzanie skóry.
Podczas wmasowywania odnosi się wrażenie jakbyśmy wcierały w stopy piasek na plaży.
Jest to bardzo delikatne ścieranie, więc raczej kosmetyk nadaje się do profilaktycznej pielęgnacji a nie do zadań specjalnych. Jeżeli nie mamy w planach porządnego zdzierania naskórka to da sobie radę z peelingowaniem.
Po zmyciu kosmetyku stopy są wyjątkowo miękkie i nawilżone i faktycznie tak jak obiecują nam na etykietce odczuwa się odprężenie i uczucie zdjęcia jakiegoś ciężaru ze stóp. Fanki szpilek wiedzą o czym mówię ;-)
Za 100 g kosmetyku zapłacimy około 17 zł.


Peeling już jakiś czas temu dostałam do wypróbowania od Pani Uli ze sklepu naturica.pl.

 



Buziaki,
Michałosia

niedziela, 19 stycznia 2014

Lista uczestników - spotkanie blogerek w Warszawie 8 marca

Stało się, lista jest gotowa.
Nie było to łatwe zadanie. Część osób będzie się cieszyć, część pewnie będzie niezadowolona, ze znowu się nie udało.
Zgłoszeń było naprawdę sporo, wiele osób znam z blogosfery i lubię, wielu nie znam ale przeglądając blogi nabrałam ochoty aby poznać...
Będę szczera... zgłosiły się też osoby po blogach których ewidentnie można było wywnioskować " lubię darmówkę " ;-)
Kryteria wyboru były naprawdę różne. Są na liście osoby które nigdy nie uczestniczyły w spotkaniach, są osoby które do tej pory same organizowały takie spotkania ( należy im się jedno jako wytchnienie ;-) ), są osoby na blogi których zaglądam od dawna i bardzo chciałam poznać osobiście.
Listy nie tworzyłam sama, miałam swoich zaufanych pomocników ;-) I z czystym sumieniem mogłam ich o taką pomoc poprosić bo są to osoby bardzo pozytywnie nastawione do ludzi i życia ;-)
Ale ok, nie przedłużam i nie trzymam Was w napięciu ;-)


ostatecznie lista prezentuje się tak:

1. Iza http://pogodowa.blogspot.com/
2. Marta http://sauria80world.blogspot.com/
3. Misia http://michalosiswiat.blogspot.com/
4. Ania http://nuneczkatestuje.blogspot.com/
5. Emilia http://biemi-bo.blogspot.com/
6. Gosia http://time4yourbeauty.blogspot.com/
7. Asia http://kroliczek-doswiadczalny.blogspot.com/
8. Kasia http://kasiatheweak.blogspot.com/
9. Gosia http://77fantasmagorie77.blogspot.com/
10.Beata http://rajskiespa.blogspot.com/
11.Aneta http://annabelle-beauty.blogspot.com/
12.Marlena http://szaronabloguje.blogspot.com/
13.Marika http://mybeautyworld-mika.blogspot.com/
14.Agnieszka http://agnesbeauty.blogspot.com/
15.Ola http://hidiamond.blogspot.com/



Spotkanie odbędzie się w restauracji w centrum Warszawy w godzinach południowych, ale wszystkie szczegóły dostaniecie w najbliższym czasie na Wasze maile. Banerek spotkaniowy oczywiście możecie wykorzystać na swoich blogach ;-)





buziaki,
Michałosia

Wyniki rozdania dla babci :-)


Przepraszam, przepraszam....
Wiem wyniki miały być już dwa dni temu, ale mam  kosmiczne urwanie głowy i nawet na niektóre Wasze maile odpisywałam w nocy bo nie miałam kiedy na spokojnie przysiąść do komputerka.

Przeczytałam Wasze wspomnienia z uśmiechem na twarzy.
Tym bardziej, ze niektóre z Waszych wspomnień są tak bardzo podobne do moich ;-)

Nuneczka mnie też babcia co wakacje od 3 roku życia zabierała na wakacje nad morze ;-) Wspomina się to cudownie. Tym bardziej, ze babcia zawsze mnie chroniła nawet jak narozrabiałam :-P

Glamurko babcie zawsze robią najlepsze pierogi ;-)
Ale wybrałam i zwycięzcą jest :
                                                    Alicjamagdalena

Alu zdecydowałam się nagrodzić Twoją odpowiedź, ponieważ uzmysłowiłaś mi nią bardzo ważną rzecz :-)
Sama jestem matką, sama nie raz suszę małej Mi głowę, ze przecież mogła dostać lepsze oceny ... ja czasami nie mam cierpliwości, czasami się złoszczę bo jestem zmęczona ... a babcia, zawsze ma czas żeby wysłuchać, pocieszyć i w razie potrzeby poświęcić kilka godzin zachowując stoicki spokój, żeby wszystko wytłumaczyć :-)


Kochana gratuluję, mam nadzieję że babcia ucieszy się z prezentu.
poproszę o adresik na mail.

buziaki,
Michalosia


P.S. Listę uczestników spotkania 8 marca podam po południu :-)

środa, 15 stycznia 2014

Balea More Blond czyli Michałosia o kosmetyku dla blondynek


Żadna blondynka nie lubi żółtej poświaty na swoich włosach. Ja też. Mimo, że mam włosy farbowane na beżowy blond kilka dni po koloryzacji zaczynają przybierać odcień żółtawy.
Sięgam wtedy mniej więcej przez tydzień do pielęgnacji i mycia po kosmetyki przeznaczone do włosów blond których zadaniem jest niwelowanie właśnie tego odcienia.
Jednym z takich produktów jest odżywka Balea More Blond.




Skład:
Aqua,Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Dipropylene Glycol, Dicaprylyl Ether , Citric Acid, Panthenol , Chamomilla Recutita Flower Extract, Hydroxyethylcellulose, Citrus Limon Peel Extract, Parfum, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Lauryl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Isoamyl P-Methoxycinnamate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Tocopherol, Limonene, Sodium Benzoate, Ci 19140

W opisie na opakowaniu producent informuje nas że słońce i słona woda to najbardziej naturalne metody nadawania jasnych refleksów włosom blond. Seria Balea to promienny, rozświetlony blond w zasięgu ręki. Zawiera naturalne ekstrakty rumianku i owoców cytrusowych. Gwarantuje to efekt stopniowego rozjaśniania włosów bez uszkodzeń. Wszystkie produkty z tej serii są wolne od silikonów.



Odżywka jak to zazwyczaj bywa wpakowana jest do plastikowej tubki.
O dziwo nie jest jak większość tego typu kosmetyków fioletowa a żółta. Zapach również ma dość przyjemny, delikatny. 

tak...no to teraz o samej odżywce. Niestety jakiś znaczących właściwości odżywczych po jej zastosowaniu nie zauważyłam. Nie nawilża jakoś spektakularnie, nie wpływa bardzo odżywczo na włosy. Z tym rozjaśnianiem też do końca chyba nie jest tak jak obiecują. Chociaż może byłoby to widoczne w przypadku jaśniejszego blondu niż mój.
Jedno co zauważyłam to na pewno to, ze po 2-3 zastosowaniach znikają z włosów żółte tony.
I właściwie z taką myślą i zamiarem ją kupowałam.
Traktuję ją więc tylko i wyłącznie jako odżywkę do zadań specjalnych zaraz po koloryzacji włosów.




Skład odżywki dobrany jest tak aby tworzyć środowisko kwasowe na naszych włosach. Wiadomo zakwaszanie powoduje zamykanie łusek włosa co w przypadku blondynek jest dość istotne.
Niestety zdarza się i też tak, ze w momencie kiedy nałożę na włosy większą ilość odżywki niż powinnam po zmyciu są one obciążone co akurat niezbyt dobrze wpływa na moje loki.

W DM-ach ta odżywka kosztuje około 1,5 Euro. Na allego możecie ją kupić za 10-12 zł.
W skład całej serii wchodzi szampon, odżywka i spray rozjaśniający. Osobiście sama chętnie sprawdzę sobie inne produkty, tym bardziej że podobno szampon ma bardzo dobre właściwości zakwaszające.

Podobna seria została również stworzona dla brunetek ;-)

buziaki,
Michałosia

wtorek, 14 stycznia 2014

Spotkanie blogerek w Warszawie ? ... zapraszam :-)

Dzisiaj nie będzie żadnej recenzji, nie będzie pokazu nowego lakieru.

Dzisiaj chciałam poinformować, że 8 marca w Warszawie odbędzie się kolejne spotkanie blogerek urodowych. Spotkanie kobiet w dzień kobiet ? ;-)
Jesteście chętne ?

A ponieważ liczba miejsc jak to przy takich spotkaniach bywa jest mocno ograniczona wiadomo liczy się czas.

Proszę więc abyście swoją chęć uczestnictwa przesyłały na mail : michalosia1980@wp.pl

Podając w mailu adres swojego bloga, nick którym się posługujecie oraz wasze imię i nazwisko. 

Podjęłam decyzję, że tym razem nie będzie się liczyło kto pierwszy ten lepszy i ostatecznie wybiorę uczestników ze wszystkich zgłoszeń które wpłyną do mnie do niedzieli 19 stycznia a będę się kierowała troszeczkę innymi kryteriami ;-)

Nie, nie będą to tylko blogi  "popularne" ;-)

Jeżeli więc chcecie uczestniczyć w spotkaniu i poznać inne koleżanki po fachu to zapraszam i czekam na Wasze maile ze zgłoszeniem :-)

Ostateczna lista uczestników przedstawię w poniedziałek 20 stycznia.

buziaki,
Michałosia

P.S. Przypominam Wam też o konkursie z okazji dnia babci...czasu już niewiele ;-)























sobota, 11 stycznia 2014

Bananowa maseczka domowa czyli Michałosia kosmetyki tworzy

Nie od dziś wiadomo, ze to co mamy w lodówce z powodzeniem może zastąpić nam kosmetyki.
Jednym z takich specyfików są maseczki owocowe.

A banan jest takim owocem który bardzo często gości w naszych domach. Dlaczego więc nie zrobić z niego maseczki na twarz ?
Tym bardziej, że owoc ten jest bogatym źródłem beta-karotenu, potasu, magnezu, selenu oraz witamin B i C.

A naszą skórę odżywia i nawilża.

Co nam jest potrzebne do wykonania takiej maseczki:
-banan
-2 łyżeczki śmietany
-1 łyżeczka oliwy z oliwek (którą ewentualnie możemy zastąpić innym olejem np. lnianym czy migdałowym lub tak jak w moim przypadku olejkiem Lierac )







Banana rozgniatamy widelcem na papkę i dodajemy do niego pozostałe składniki, łącząc wszystko tak aby powstała nam jednolitej konsystencji mazia.













Maseczkę nakładamy na oczyszczoną twarz na 15 minut omijając oczywiście okolice oczu. A po tym czasie zmywamy letnią wodą i nakładamy krem nawilżający.
Taka maseczka świetnie nawilża skórę, uelastycznia, likwiduje drobne zmarszczki i ją rozświetla.
Można ją również wykorzystywać jako maskę na dekolt.






Ponieważ mikstura pachnie obłędnie musimy pamiętać, że nie zlizujemy jej z twarzy, nie podjadamy z miseczki a jedynie delektujemy się jej słodkim zapachem ;-)

Można wykonać również inne wersje maseczek bananowych dodając do niego na przykład zamiast śmietany 2 łyżeczki miodu lub do banana i śmietany dodać kilka kropel cytryny i witaminę E.


Stosujecie czasami takie domowe specyfiki ?

buziaki,
Michałosia



piątek, 10 stycznia 2014

Babciu, droga babciu... wygraj dla niej kosmetyki czyli Michałosia rozdaje


Kiedy tata basem huknie,
kiedy mama cię ofuknie,
kiedy patrzą na człowieka okiem złym -
to do kogo człowiek stuka,
gdzie azylu sobie szuka,
to do kogo, to do kogo tak jak w dym ?

Wiadomo, ze do babci ;-) a że zbliża się ich święto pamiętajcie ...

Wszystkie wnuki nawet duże,
nawet takie po maturze,
nawet takie z długą brodą aż po pas,
niech do babci lecą z kwiatkiem
i doniosą na dokładkę ...

Wygrany dla niej zestaw kosmetyków Flos-lek Revita C :-)



Do wygrania jest zestaw kosmetyków w skład którego wchodzą:
1. Ultra nawilżający krem na dzień
2.Krem na noc
3.Krem pod oczy na dzień
4.Krem pod oczy na noc

Seria Revita C przeznaczona jest dla kobiet 40+.


Regulamin konkursu

1.Organizatorem konkursu jest blog Michałosi świat a fundatorem nagród Flos-Lek Labolatorium
2.Konkurs przeznaczony jest wyłącznie dla obserwatorów mojego bloga, a osoby małoletnie proszone są o zgodę rodziców na wzięcie w nim udziału
3.Aby wziąźć udział w konkursie należy pod tym postem pozostawić prawidłowo wypełnione zgłoszenie według podanego ponizej wzoru.
4.Miło mi będzie jeżeli polubisz też Michałosi świat.
5.Nagrody wysyłane są tylko na terenie Polski
6. Konkurs trwa od 10.01.2014 do 16.01.2014 do godziny 23.59
7.Ogłoszenie wyników nastąpi 17.01.2014 
8.Biorąc udział w tym konkursie zgadzasz się na przetworzenie swoich danych osobowych w celu przesłania nagrody
9.Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych ( Dz.U z 2004 roku nr 4, poz. 27 z późn. zm. )


A oto zadanie konkursowe :


Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie związane z babcią ?

Wzór zgłoszenia:
1.Obserwuję jako:
2.mail
3. wspomnienie ...


Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia :-)



proteiny i włosy czyli Michałosia co nieco wyjaśnia

Wszędzie się dużo mówi i pisze o proteinowaniu włosów. Dla osób zgłębionych w tematy mocno pielęgnacyjne sprawa może wydawać się prosta, ale o co tak naprawdę chodzi z tymi proteinami ?

Po pierwsze proteiny to nic innego jak białka. A w naszych włosach pojawiają się  jako keratyna, w skórze jako  kolagen.

Będzie jednak o włosach, kolagen zostawimy sobie może na jakiś inny post ;-)

Keratyna jest jednym z głównych i najważniejszych budulców naszego włosa. to dzięki niej są one zdrowe, sprężyste i błyszczące.  A kiedy nasz włosy stają się łamliwe, matowe suche i rozdwojone to sygnał, ze zaczyna im brakować protein.

Co zrobić ? Wiadomo trzeba je uzupełnić. Ale, żeby uzupełniać trzeba wiedzieć czego szukać w składzie kosmetyków.

Protein - mówi już samo za siebie , ale w składach INCS proteiny mogą ukrywać się też pod innymi nazwami z racji tego, że zaliczają się do aminokwasów i wszystko zależy od źródła ich pochodzenia.
Kolagen, Silk, Elastin pod tymi nazwami również kryje się nasze białko.
Bardzo często może być też tak zwyczajnie oznaczane jako Aminoacids czyli aminokwasy lub w wersji rozbudowanej np elastin aminoacids. Na opakowaniach może pojawić się również określenie Arginine lub Cysteine co również będzie świadczyło o obecności protein w kosmetyku.

O ile same proteiny nie są złe i u wielu z nas potrafią naprawdę fajnie pielęgnować nasze włosy, warto wiedzieć, że nie każdy rodzaj protein jest dla nas odpowiedni.
Na jednych rewelacyjnie będzie działać keratyna w płynie, na innych żółtko jajka kurzego które będzie miało znacznie większe stężenie protein a na jeszcze inne włosy na przykład proteiny zbożowe.

Białka znajdują się miedzy innymi w zbożach, orzechach ( włoskich , migdałach, pistacjach), soi, fasoli czy soczewicy a także w jedwabiu lub jako białka mleka.
Jeżeli więc już na przykład olejujecie swoje włosy olejem lnianym czy migdałowym dostarczacie mu sporo białka, ponieważ to właśnie zboża zawierają go najwięcej w swoim składzie. Tak samo jest z kosmetykami opartymi na tych produktach.

Proteiny bardzo efektywnie wpływają na kondycję naszych włosów, nawilżają je i odbudowują ubytki które powstają podczas codziennych zabiegów pielęgnacyjnych takich jak czesanie, suszenie czy farbowanie włosów a jednocześnie chronią je przed dalszymi uszkodzeniami.

Przyjmuje się założenie, że średnio proteiny są w stanie polepszyć kondycję włosów o 10 do 15%, ale oczywiście to też zależy od ich odpowiedniego stosowania.

Czyli ważne jest odpowiednie dobranie kosmetyków i ich czas reakcji na nasze włosy.
Podczas mycia woda i szampony wypłukują proteiny z naszego włosa (tu się kłania porowatość którą przedstawiałam wam już kiedyś poglądowo na szyszkach ;-) im wyższa porowatość tym bardziej rozchylone łuski włosa przez które ucieka to co dobre ) , dobieramy więc szampony z proteinami, chociaż wiadomo ze podczas mycia włosów jest to za krótki czas aby mogły one odpowiednio zadziałać.
Kolejnym etapem są wiec odżywki i maski . Ale i tu musimy trzymać się pewnych zasad. Czyli nie cały czas i nie za długo.

Pielęgnując włosy proteinami mamy za zadanie uzupełniać ubytki a nie gromadzić ich nadmiar.
Czyli jednocześnie nawilżamy i odżywiamy nasze włosy. Jeżeli skupimy się tylko na dostarczaniu im protein może dojść do tak zwanego przeproteinowania. Nasze włosy staną się wtedy szorstkie, suche i napuszone.
Będziemy miały problem z ich rozczesaniem bo będą się plątać i kołtunić. Ale temat przeproteinowania będzie dobry na zupełnie inny wpis ponieważ sama już byłam temu bliska i musiałam zastosować zupełnie inne metody pielęgnacji.

Wracając jednak do naszych protein ;-) Wiecie już czego macie szukać w składzie.
Z kosmetyków z którymi miałam styczność proteiny znajdziecie w:

Maskach kallos : Keratin, latte, placenta, argan
Intensywnie regenerująca maska do włosów Biowax z proteinami mleka
Scandic line : Maska proteinowa (protein mask)
Scandic plus: maska z mlekiem i miodek
Odżywka Garnier Olejek z awokado i masło karite
Delia cosmetics Płynna keratyna
Balea : między innymi odżywka i szampon kokosowe ale znajdują się w większości ich kosmetyków.
Joanna : seria z miodem i proteinami mleka
Bingo Spa : maski proteiny kaszmiru i jedwabiu,
Seria Joanna z pszenicą
Odżywka Isana (żółta tubka - mit panthenol und weizenprotein )
I oczywiście wszystkie płynne jedwabie : Chi, Argan oil, Green pharmacy,

Wiadomo, ze to tylko część, bo tych kosmetyków mogłabym wymieniać i wymieniać.

I to właściwie byłoby chyba na razie tyle co mi przychodzi do głowy na temat protein i proteinowania włosów. Jeżeli jednak nachodzą Wam jakieś pytania to postaram się Wam na nie odpowiedzieć ;-)
I oczywiście przygotuję post o przeproteinowaniu włosów i jak sobie z nim poradzić.

Mam nadzieję, ze ten post chociaż trochę Was zainteresuje, bo chciałam zrobić małą odskocznię od recenzji :-)






buziaki,
Michałosia






Maybelline Colorama czyli Michałosia o butelkowej zieleni


Kolejny post lakierowy ;- Coś mi się jednak zdaje, że sporo będzie w najbliższym czasie takich postów bo nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak moja kolekcja lakierowa w ostatnim czasie znacząco się wzbogaciła.
Właściwie to wiem jak to się dzieje. Przy okazji jakiś tam zakupów wypatrzę fajny lakier i go kupuję.
To samo było w przypadku lakierów Maybelline Colorama.
W jednym z supermarketów była promocja " kup jeden za 6,99 dwa za 9,99 trzy za 12,99 " więc grzechem było nie brać. Tym bardziej, ze kolorki były takie typowe na sezon jesień/zima.
Jednym z nich jest właśnie poniższy lakier.




Jest to taki odcień butelkowej zieleni, przełamanej delikatnie szarością. Momentami może kojarzyć się z kolorem oliwek.





Generalnie lakiery Maybelline bardzo lubię za dobre krycie płytki już pierwszą warstwą. I to samo jest w przypadku Coloramy. jedna warstwa już dość dobrze kryje paznokieć, dwie dają świetny efekt.




Lakier przy wykonywaniu codziennych czynności bardzo długo i trwale trzyma się naszych paznokci.
Bez jakichkolwiek uszczerbków z powodzeniem wytrzymuje na nich 5-6 dni, czasami nawet dłużej.




Przy tak dużej ilości lakierów jakie już przerobiłam na swoich paznokciach, Maybelline zdecydowanie należą do tych ulubionych.

Buziaki,
Michałosia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...