Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lutego 2014

Bioelixire Argan Oil czyli trio którym Michałosia dba o włosy

Kompleksowa pielęgnacja włosów to podstawa. Zawsze zaczyna się tak samo. Na pierwszy ogień idzie szampon a za nim kolejne produkty pielęgnacyjne.
Przy dobraniu kosmetyków z jednej linii pielęgnacyjnej zazwyczaj możemy spodziewać się spotęgowania działania pielęgnacyjnego, ponieważ każdy z produktów idealnie uzupełnia działanie pozostałych.
Jedną z takich linii jest seria Argan Oil Bioelixire na którą składa się szampon, maska oraz olejek.
Każdy z nich ma swoją własną rolę, jeden będzie czyścił, inny ma za zadanie nawilżyć a jeszcze kolejny ujarzmiać kosmyki i regenerować.
Jesteście ciekawe jak sprawdza się arganowe trio?
Zapraszam do lektury:-)


Pierwszym kosmetykiem z którym Was zapoznam jest szampon.




Skład:

Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Sodium Cocoamphoacetate, Sodium Myreth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Parfum (Fragrance), Glycol Distearate, Citric Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cocamide MEA, Laureth-10, Benzyl Alcohol, Argania Spinosa Kernel Oil, Polyamide-2, Simmondsia Chinensis Oil (Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil), Butylene Glycol, Heliantus Annuus Seed Extract (Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Extract), Methylchloroisothiazolinone, C.I. 14700 (FD & C RED 4), C.I. 19140 (FD&C YELLOW 5), Methy­lisothiazolinone, C.I. 42090 (FD & C Blue 1).



Szampon jest pierwszym kosmetykiem po który sięgamy przy codziennej pielęgnacji włosów.
Ten ma dość rzadką ale nie lejącą konsystencję i nieziemski zapach. Lekko słodkawy, aromatyczny. 
Niewielka jego ilość wystarczy aby dość dobrze się zapienił i wyczyścił włosy. I pomimo tego iż w swoim składzie posiada na drugim miejscu SLS bardzo dobrze radzi sobie z dokładnym umyciem włosów po zastosowaniu olejków czym bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.



Moje włosy są dość ciężkie w pielęgnacji. Obecnie są na etapie przejściowym pomiędzy wysokoporowatymi a średnią porowatością, kręcą się a dodatkowo są rozjaśniane z naturalnego brązu na blond.
Pomimo to szampon bardzo dobrze sobie z nimi radził: nie plątał ich, nie było zaraz po umyciu efektu puszenia, ale można było zauważyć zwiększenie ich objętości. Podejrzewam, że dla wielu właścicielek bardzo cienkich włosów może być sporym plusem. 
Włosy pozostawały miękkie w dotyku, a szampon nie podrażniał skóry głowy. Nie wywoływał też efektu szybszego przetłuszczania się włosów.


200 ml kosmetyku to koszt około 20 zł.



Jako druga pielęgnacyjnie oddziaływać będzie na nasze włosy maska.





Skład:

Aqua (Water), Cetyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Glyceryl Laurate, Parfum (Fragrance), Amodimethicone, Benzyl Alcohol, Trideceth-10, Argania Spinosa Kernel Oil(olejek arganowy), Polyamide-2, Simmondsia Chinensis Oil (Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil), Citric Acid, Butylene Glycol, Heliantus Annuus Seed Extract (Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Extract), C.I. 14700 (FD&C RED 4), Methylchlo­roisothiazolinone, C.I. 19140 (FD&C YELLOW 5), Methy­lisothiazolinone, C.I. 42090 (FD&C Blue 1)



Maska lub odżywka są kosmetykami po które sięgamy zazwyczaj po użyciu szamponu. Osobiście bardziej preferuję maski. Mają bardziej skoncentrowany skład, który wydaje mi się, ze dosyć korzystniej oddziaływuje na włosy.

Maska posiada wręcz idealną konsystencję, taką jaką można sobie wymarzyć przy tego typu produktach. Jest gęsta, dzięki czemu nie spływa z włosów, ale jednocześnie z bardzo dużą łatwością możemy ją zaaplikować na włosy, na których rozprowadza się bez najmniejszych problemów.

Zapach identyczny jak szamponu, przy czym ciut intensywniejszy jedynie potęguje przyjemne doznania zapachowe. A jednocześnie utrzymuje się na włosach przez kilka godzin.

Już po pierwszym użyciu maska stała się moim niekwestionowanych hitem. Pomimo tylko kosmetyków którymi miałam okazję rozpieszczać moje włosy nigdy jeszcze nie spotkałam produktu który dałby mi wszystko to czego oczekiwałam do czasu aż nie trafiła w moje ręce właśnie ta maska.



Od pierwszych chwil włosy są idealnie nawilżone, przez co stają się niesamowicie miękkie w dotyku, sypkie oraz same z siebie zaczynają się pięknie układać. W dotyku stają się mięsiste i wyraźnie odżywione.
Pierwszy raz po użyciu kosmetyku dotykając włosów nie wyczuwam na nich chropowatości a idealne wygładzenie i zamknięcie łusek.
Dodatkowo maska pięknie nabłyszcza moje włosy i świetnie wpływa na ich skręt, powodując że loki są bardzo naturalne i nie są splątane.

Co prawda producent zaleca trzymanie maski na włosach 3-5 minut, ale osobiście polecam Wam wydłużenie tego czasu do minimum 30 minut. Efekty po tym czasie są naprawdę spektakularne.

Jest to produkt który zostaje już ze mną na zawsze.

200 ml to koszt podobnie jak szamponu około 20 zł



A na koniec " trójcę" zamyka serum.
Kosmetyk który znam już od dawna, i który zawsze mam w zapasie, a przynajmniej staram się mieć, ponieważ jest to jedyny kosmetyk który zawsze jest mi podbierany przez wszystkich moich domowych facetów. produkt który umiłowali i oni i ja.



Skład:

Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Dimethiconol, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum, Linalool, Limonene, Argania Spinosa Oil, Benzophenone-3 , Simmondsia Chinensis Oil, CI 26100, CI 47000, Butylene Glycol, Helianthus Annuus Seed Extract, CI 61565.




Olejek jak możemy się zasugerować z opakowania, czystym olejkiem nie jest. Raczej umiejscowiłabym go w kategorii Jedwab ;-)
Nie mniej jednak jest to kosmetyk który codziennie ląduje na moich włosach jako forma zabezpieczenia ich po pielęgnacji szamponem i maską z serii Argan Oil. 
Pięknie nabłyszcza włosy, wygładzając je i opanowując niesforne kosmyki.
Końcówki włosów są wygładzone i dobrze zabezpieczone, przez co nie na na nich efektu puszenia i deformowania fryzury.



Zapachem olejek cały czas podbija opisane wcześniej szampon i maskę, dzięki czemu włosy pachną jeszcze bardziej intensywnie, chociaż w nim wyczuwam również delikatną nutkę wanilii.
20 ml opakowanie jest niesamowicie wydajne i przy moich włosach sięgających do łopatek starcza mi na miesiąc. 
Konsystencją przypomina tradycyjne jedwabie, lub gęstsze olejki do włosów o pięknym bursztynowym kolorze.



Użyty rano przed rozczesaniem włosów znacznie ułatwia tą czynność, która przy kręconych włosach po nocy może niestety sprawiać dość spore problemy. 
Jest to produkt który idealnie dopełnia całości, pozostawiając nas z pięknymi nieobciążonymi włosami.

20 ml serum to koszt około 9 zł.




Opakowania całej serii są dość proste w wyglądzie. Ale właśnie tą prostotą przyciągają uwagę. tradycyjne białe tło, z delikatnymi pastelowymi napisami bez zbędnych ozdobników i upiększeń sprawia, ze postawione na łazienkowej półce sprawiają wrażenie produktów eleganckich w swojej formie i prostocie.

Mam wrażenie, że wreszcie udało mi się znaleźć kosmetyki które idealnie działają na moje włosy.
Wszystkie trzy przeznaczone są do pielęgnacji włosów zniszczonych, suchych i matowych. A działanie olejku arganowego dobroczynnie podbijają swoją obecnością olej jojoba i ekstrakt ze słonecznika.

Kuracja moich włosów wszystkimi trzema produktami, trwała prawie miesiąc. Używałam ich systematycznie co dwa dni, po tym czasie różnica w wyglądzie moich włosów zauważalna jest już nie tylko przeze mnie ale również przez innych, chociażby moją fryzjerkę której trudno było uwierzyć, ze trzy kosmetyki były w stanie w tak krótkim czasie aż w takim stopniu zregenerować moje włosy.



Buziaki,
Michałosia


czwartek, 6 lutego 2014

Maska z miodem i mlekiem Scandic Plus czyli Michałosia o masce do włosów wysokoporowatych i nie tylko

Dawno, dawno temu ... czyli tak naprawdę może ze dwa tygodnie minęły robiłam Wam wpis o proteinowaniu włosów ;-)
Bo tak się składa, że w rozsądnych ilościach włosy lubią proteiny.  Zwłaszcza włosy wysokoporowate ;-)

I taką bombą proteinową właśnie idealną do włosów wysokoporowatych jest maska La Strada z mlekiem i miodem Scandic Plus firmy Profis-Fryzopol.

Kiedyś wydawało mi się, że odkryłam już chyba wszystkie fantastyczne maski do włosów które są dostępne na rynku ;-) Jednak nie, ta jest kolejną a jeszcze jedna czeka na swoją recenzję zaskakując mnie z dnia na dzień coraz bardziej.

Ale wracamy do maski z mlekiem i miodem ;-)




Skład:
 Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetimonium Chloride, Propylene Glycol, Panthenol, Phenyltrimethicone, Hydrolyzed Milk Protein, Honey Extract (Mel), Methylisothiazolinone, Methylchlorisothiazolinone, Lactose, Benzyl Benzoate






Jest to kosmetyk zakwaszający przeznaczony do zamykania łusek włosa. Czyli idealny jak już wspomniałam dla włosów wysokoporowatych oraz tych o niższej porowatości do zamknięcia łuski po zabiegach koloryzacji. Maska ma za zadanie przywrócić włosom naturale pH, pozamykać łuski, dzięki czemu powstrzymuje to również wymywanie się koloru. Proteiny mleka regenerują i odżywiają a ekstrakt z miodu ma za zadanie nawilżyć włosy.

Maska zamknięta jest w plastikowym słoiku. Odkręcamy i już możemy ją sobie aplikować na włosy.
Pachnie jak śmietankowy budyń :-) I taką też ma konsystencję. Uwielbiam ten zapach :-)
Po za działaniem, daje dodatkowe wrażenia zapachowe.

Przed pierwszym użyciem podchodziłam do niej z bardzo dużą rezerwą. Ale po naszych wspólnych 20 minutach wszystko się zmieniło. Nie spodziewałam się, ze jedna maska w tak ekspresowym tempie może zacząć działać na włosach. Fakt, faktem przez dwa lata pielęgnacji typowej dla włosów wysokoporowatych udało mi się je doprowadzić do stanu, ze zahaczają już pomału o średnioporowate to efekty działania tej maski widoczne są już po pierwszym użyciu, a przy kolejnych efekty jej działania się wzmagają.

Włosy odzyskują bardzo naturalny skręt, łatwo się rozczesują i nie plączą. Jest to dla mnie sygnał, że maska je nawilża i odżywia tak jak obiecuje producent. Tym bardziej, że włosy zaczęły się znacznie mniej puszyć.

Po zmyciu włosy są błyszczące i bardziej podatne na układanie.

Bardzo dużym plusem jest brak silikonów które dodatkowo nie obciążają włosa. 

Ja oczywiście przy moich kręconych włosach na te silikony sobie od czasu do czasu pozwalam, bo mi one służą. Proteiny też im dawkuję bo przeproteinować włosy jest bardzo łatwo.

Ale maskę z mlekiem i miodem uwielbiam i staram się jej używać minimum raz w tygodniu. Działa na moich włosach istne cuda ;-)




Opakowanie 300 ml kosztuje około 8 zł, natomiast słoik o pojemności 1000 ml kupimy za około 13 zł.
Więc duży = tańszy ;-)

Miałyście kontakt z maskami tej firmy ?

buziaki,
Michałosia

środa, 15 stycznia 2014

Balea More Blond czyli Michałosia o kosmetyku dla blondynek


Żadna blondynka nie lubi żółtej poświaty na swoich włosach. Ja też. Mimo, że mam włosy farbowane na beżowy blond kilka dni po koloryzacji zaczynają przybierać odcień żółtawy.
Sięgam wtedy mniej więcej przez tydzień do pielęgnacji i mycia po kosmetyki przeznaczone do włosów blond których zadaniem jest niwelowanie właśnie tego odcienia.
Jednym z takich produktów jest odżywka Balea More Blond.




Skład:
Aqua,Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Dipropylene Glycol, Dicaprylyl Ether , Citric Acid, Panthenol , Chamomilla Recutita Flower Extract, Hydroxyethylcellulose, Citrus Limon Peel Extract, Parfum, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Lauryl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Isoamyl P-Methoxycinnamate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Tocopherol, Limonene, Sodium Benzoate, Ci 19140

W opisie na opakowaniu producent informuje nas że słońce i słona woda to najbardziej naturalne metody nadawania jasnych refleksów włosom blond. Seria Balea to promienny, rozświetlony blond w zasięgu ręki. Zawiera naturalne ekstrakty rumianku i owoców cytrusowych. Gwarantuje to efekt stopniowego rozjaśniania włosów bez uszkodzeń. Wszystkie produkty z tej serii są wolne od silikonów.



Odżywka jak to zazwyczaj bywa wpakowana jest do plastikowej tubki.
O dziwo nie jest jak większość tego typu kosmetyków fioletowa a żółta. Zapach również ma dość przyjemny, delikatny. 

tak...no to teraz o samej odżywce. Niestety jakiś znaczących właściwości odżywczych po jej zastosowaniu nie zauważyłam. Nie nawilża jakoś spektakularnie, nie wpływa bardzo odżywczo na włosy. Z tym rozjaśnianiem też do końca chyba nie jest tak jak obiecują. Chociaż może byłoby to widoczne w przypadku jaśniejszego blondu niż mój.
Jedno co zauważyłam to na pewno to, ze po 2-3 zastosowaniach znikają z włosów żółte tony.
I właściwie z taką myślą i zamiarem ją kupowałam.
Traktuję ją więc tylko i wyłącznie jako odżywkę do zadań specjalnych zaraz po koloryzacji włosów.




Skład odżywki dobrany jest tak aby tworzyć środowisko kwasowe na naszych włosach. Wiadomo zakwaszanie powoduje zamykanie łusek włosa co w przypadku blondynek jest dość istotne.
Niestety zdarza się i też tak, ze w momencie kiedy nałożę na włosy większą ilość odżywki niż powinnam po zmyciu są one obciążone co akurat niezbyt dobrze wpływa na moje loki.

W DM-ach ta odżywka kosztuje około 1,5 Euro. Na allego możecie ją kupić za 10-12 zł.
W skład całej serii wchodzi szampon, odżywka i spray rozjaśniający. Osobiście sama chętnie sprawdzę sobie inne produkty, tym bardziej że podobno szampon ma bardzo dobre właściwości zakwaszające.

Podobna seria została również stworzona dla brunetek ;-)

buziaki,
Michałosia

piątek, 10 stycznia 2014

proteiny i włosy czyli Michałosia co nieco wyjaśnia

Wszędzie się dużo mówi i pisze o proteinowaniu włosów. Dla osób zgłębionych w tematy mocno pielęgnacyjne sprawa może wydawać się prosta, ale o co tak naprawdę chodzi z tymi proteinami ?

Po pierwsze proteiny to nic innego jak białka. A w naszych włosach pojawiają się  jako keratyna, w skórze jako  kolagen.

Będzie jednak o włosach, kolagen zostawimy sobie może na jakiś inny post ;-)

Keratyna jest jednym z głównych i najważniejszych budulców naszego włosa. to dzięki niej są one zdrowe, sprężyste i błyszczące.  A kiedy nasz włosy stają się łamliwe, matowe suche i rozdwojone to sygnał, ze zaczyna im brakować protein.

Co zrobić ? Wiadomo trzeba je uzupełnić. Ale, żeby uzupełniać trzeba wiedzieć czego szukać w składzie kosmetyków.

Protein - mówi już samo za siebie , ale w składach INCS proteiny mogą ukrywać się też pod innymi nazwami z racji tego, że zaliczają się do aminokwasów i wszystko zależy od źródła ich pochodzenia.
Kolagen, Silk, Elastin pod tymi nazwami również kryje się nasze białko.
Bardzo często może być też tak zwyczajnie oznaczane jako Aminoacids czyli aminokwasy lub w wersji rozbudowanej np elastin aminoacids. Na opakowaniach może pojawić się również określenie Arginine lub Cysteine co również będzie świadczyło o obecności protein w kosmetyku.

O ile same proteiny nie są złe i u wielu z nas potrafią naprawdę fajnie pielęgnować nasze włosy, warto wiedzieć, że nie każdy rodzaj protein jest dla nas odpowiedni.
Na jednych rewelacyjnie będzie działać keratyna w płynie, na innych żółtko jajka kurzego które będzie miało znacznie większe stężenie protein a na jeszcze inne włosy na przykład proteiny zbożowe.

Białka znajdują się miedzy innymi w zbożach, orzechach ( włoskich , migdałach, pistacjach), soi, fasoli czy soczewicy a także w jedwabiu lub jako białka mleka.
Jeżeli więc już na przykład olejujecie swoje włosy olejem lnianym czy migdałowym dostarczacie mu sporo białka, ponieważ to właśnie zboża zawierają go najwięcej w swoim składzie. Tak samo jest z kosmetykami opartymi na tych produktach.

Proteiny bardzo efektywnie wpływają na kondycję naszych włosów, nawilżają je i odbudowują ubytki które powstają podczas codziennych zabiegów pielęgnacyjnych takich jak czesanie, suszenie czy farbowanie włosów a jednocześnie chronią je przed dalszymi uszkodzeniami.

Przyjmuje się założenie, że średnio proteiny są w stanie polepszyć kondycję włosów o 10 do 15%, ale oczywiście to też zależy od ich odpowiedniego stosowania.

Czyli ważne jest odpowiednie dobranie kosmetyków i ich czas reakcji na nasze włosy.
Podczas mycia woda i szampony wypłukują proteiny z naszego włosa (tu się kłania porowatość którą przedstawiałam wam już kiedyś poglądowo na szyszkach ;-) im wyższa porowatość tym bardziej rozchylone łuski włosa przez które ucieka to co dobre ) , dobieramy więc szampony z proteinami, chociaż wiadomo ze podczas mycia włosów jest to za krótki czas aby mogły one odpowiednio zadziałać.
Kolejnym etapem są wiec odżywki i maski . Ale i tu musimy trzymać się pewnych zasad. Czyli nie cały czas i nie za długo.

Pielęgnując włosy proteinami mamy za zadanie uzupełniać ubytki a nie gromadzić ich nadmiar.
Czyli jednocześnie nawilżamy i odżywiamy nasze włosy. Jeżeli skupimy się tylko na dostarczaniu im protein może dojść do tak zwanego przeproteinowania. Nasze włosy staną się wtedy szorstkie, suche i napuszone.
Będziemy miały problem z ich rozczesaniem bo będą się plątać i kołtunić. Ale temat przeproteinowania będzie dobry na zupełnie inny wpis ponieważ sama już byłam temu bliska i musiałam zastosować zupełnie inne metody pielęgnacji.

Wracając jednak do naszych protein ;-) Wiecie już czego macie szukać w składzie.
Z kosmetyków z którymi miałam styczność proteiny znajdziecie w:

Maskach kallos : Keratin, latte, placenta, argan
Intensywnie regenerująca maska do włosów Biowax z proteinami mleka
Scandic line : Maska proteinowa (protein mask)
Scandic plus: maska z mlekiem i miodek
Odżywka Garnier Olejek z awokado i masło karite
Delia cosmetics Płynna keratyna
Balea : między innymi odżywka i szampon kokosowe ale znajdują się w większości ich kosmetyków.
Joanna : seria z miodem i proteinami mleka
Bingo Spa : maski proteiny kaszmiru i jedwabiu,
Seria Joanna z pszenicą
Odżywka Isana (żółta tubka - mit panthenol und weizenprotein )
I oczywiście wszystkie płynne jedwabie : Chi, Argan oil, Green pharmacy,

Wiadomo, ze to tylko część, bo tych kosmetyków mogłabym wymieniać i wymieniać.

I to właściwie byłoby chyba na razie tyle co mi przychodzi do głowy na temat protein i proteinowania włosów. Jeżeli jednak nachodzą Wam jakieś pytania to postaram się Wam na nie odpowiedzieć ;-)
I oczywiście przygotuję post o przeproteinowaniu włosów i jak sobie z nim poradzić.

Mam nadzieję, ze ten post chociaż trochę Was zainteresuje, bo chciałam zrobić małą odskocznię od recenzji :-)






buziaki,
Michałosia






środa, 8 stycznia 2014

Nawilżająca odżywka Equilibra i włosy Michałosi, czyli post włosowo-pielęgnacyjny

Na moim blogu miałyście już okazję poczytać o dwóch produktach włoskiej firmy Equilibra.
Był to aloesowy szampon do włosów który znalazł się również w moich ulubieńcach 2013 roku jak i chusteczki peelingujące.
A dzisiaj kolej na nawilżającą odżywkę zwiększającą objętość włosów.





Opis z opakowania :




Skład: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Cetyl Alcohol, Lauryl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrolyzed Wheat Protein, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Hydrolyzed Silk, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Amodimethicone, Cetrimonium Methosulfate, Propylene Glycol, Trideceth-12, Quaternium-91, Lecithin, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Citric Acid, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Sodium Phylate, Parfum





Kosmetyk znajduje się w plastikowej bardzo miękkiej tubce zamykanej na zatrzask, dzięki czemu bardzo łatwo wydostajemy go z opakowania.
We wszystkich kosmetykach equilibra bardzo podoba mi się to, że mają jedną wspólną szatę graficzną.
Patrząc na opakowanie od razu wiem, ze jest to ich kosmetyk:-)



Odżywka posiada gęstą kremową konsystencję, o bardzo przyjemnym delikatnym zapachu.
Z łatwością rozprowadza się na włosach, nie spływając z nich.
Po użyciu włosy są bardzo miękkie, lekko odbite od nasady skóry głowy, ale nie są obciążone.
Bardzo łatwo się układają i są wyraźnie są nawilżone. Jakiś spektakularnych efektów zwiększenia objętości po jej użyciu nie zauważyłam, w moim przypadku to chyba nawet dobrze, bo i tak nie radzę sobie momentami z objętością moich włosów. Ale sporym plusem jest bardzo fajne nawilżenie które zdecydowanie pozytywnie wpływa na wygląd moich loków. Po jej użyciu loki są sprężyste, ładnie się układają i mniej puszą.

Z szerszą ofertą możecie zapoznać się tutaj lub zapraszam na post o chusteczkach peelingujących i szamponie .

200 ml odżywki kosztuje od 18 zł do 20 zł . I oczywiście jak Wam już we wcześniejszych postach wspominałam trzeba jej szukać w dobrych aptekach lub w Super Pharm :-)

A na koniec, zdjęcia poglądowe jak obecnie po dwóch latach "świadomej pielęgnacji" czyli nawilżaniu, olejowaniu itd, itd wyglądają moje loczki :-)

Po sfilcowanym pudlu na szczęście już zostało tylko wspomnienie ;-)





buziaki,
Michałosia

wtorek, 10 grudnia 2013

Argan Oil Artego czyli Michałosia o włosach


Mania włosowa nadal u mnie trwa ... i wcale nie mam zamiaru z niej rezygnować, tym bardziej, że od czasu kiedy świadomie staram się dobierać odpowiednie kosmetyki widać znaczną różnicę w wyglądzie moich włosów.

Zasada jest prosta, dużo czytam, testuję, eksperymentuję i wyhaczam z miliona produktów dostępnych na rynku moich włosowych sprzymierzeńców.
Od czasu do czasu zdarzy się też, że jakaś firma podeśle mi swoje kosmetyki do wypróbowania.
Tak też było w przypadku Artego.
O tym jak zaczęła się nasza przygoda już pisałam kiedyś na blogu.
Firma bardzo profesjonalnie podeszła do tematu dobierając kosmetyki do potrzeb moich włosów, przeprowadzając wcześniej ze mną rozmowy o nich.
Paczuszka sama w sobie była " niespodzianką " więc nie wiedziałam co będzie się w niej dokładnie znajdzie.
Był tam szampon easy care dream repair o którym był już post i możecie go przeczytać tutaj.

Ale w paczuszce znalazłam coś jeszcze ;-)
Olejek arganowy.



Skład:



Opakowanie kosmetyku jest dość proste. Zakręcana buteleczka bez jakichkolwiek dozowników.
Klasyczna bez jakichkolwiek udziwnień i miła dla oka w swojej prostocie.



Miałam okazje zapoznać się z kilkoma olejkami dostępnymi na rynku i były one różne.
Niektóre z nich były bardzo gęste inne z kolei bardzo rzadkie, natomiast olejek Artego ma konsystencje pośrednią. Nie jest aż tak gęsty, ze ciężko go wydostać z buteleczki ale też po aplikacji na dłoń nie skapuje z niej.

Olejek zawiera olej arganowy, witaminy A, E, F oraz odżywcze polimery.

Ma za zadanie:
- odbudować włosy uwrażliwione,
- nawilżyć i rewitalizować włosy,
- nabłyszczać i wygładzać włosy.

Stosujemy go jako serum bez spłukiwania. Na wilgotnych włosach wsmarowujemy niewielką ilość uprzednio roztartą w dłoniach.

Używam go od maja i muszę przyznać, ze pomimo niewielkiej pojemności jest kosmetykiem bardzo wydajnym.
Świetnie nabłyszcza i wygładza włosy, a jednocześnie są bardzo miękkie i miłe w dotyku.
Olejek scala rozdwajające się końcówki oraz ułatwia rozczesywanie włosów.
Włosy zdecydowanie mniej się puszą co przy moich kręciołkach jest bardzo ważne.
I co najważniejsze naprawdę rewelacyjnie radzi sobie z nawilżaniem włosów.

Jest to zdecydowanie mój numer jeden jeżeli chodzi o olejki do włosów.
A cena ? no cóż może wydawać się spora ponieważ 25 ml to koszt 29 zł, natomiast 100 ml to wydatek około 79 zł.
Ale biorąc pod uwagę, ze ja swoją buteleczkę 25 ml używam systematycznie od maja i nadal cieszę się jej zawartością cena nie jest już tak przerażająca.



Znacie kosmetyki Artego ? Które z nich są waszymi ulubieńcami?

buziaki,
Michałosia


poniedziałek, 11 listopada 2013

Pilomax regeneracja czyli Michałosia o masce do włosów.

Już jakiś czas temu pisałam Wam o masce Henna Wax którą otrzymałam do wypróbowania od Labolatorium Pilomax i o której wpis znajdziecie własnie tu: Klik

Kolejny kosmetyk to seria regeneracja krok 2. maska do włosów farbowanych jasnych.



skład:


Dużym plusem produktu jest fakt, ze podobnie jak henna nie zawiera w składzie parabenów.
Ja cały czas trzymam się swojej zasady kierując się w pielęgnacji moich włosów, jak najmniej parabenów a na silikony pozwolić sobie mogę ;-)
Zresztą gdybym sobie na nie nie pozwoliła to w takim okresie jaki mamy obecnie czyli mokro, wietrznie i wilgotno dosłownie w sekundę po wyjściu z domu wyglądałabym jak sfilcowany pudel.


Ale ok wracając do maski ... bo ja normalnie od paru dni mam jakąś zajawkę na gadanie ;-)
Gadam i gadam i zahaczam o 50 tematów na raz i znowu gadam .... znajomi się zaczynają już śmiać, ze gdyby nie darmowe połączenia to bym w długi popadła ;-)
Ok Miśka się ogarnia ;-) więc maseczka ...
O ile Wax bardzo podpasował mi i moim włosom to z tym kosmetykiem niestety już tak miło nie było.
Konsystencję ma dość fajną, gęstą. Dzięki czemu podczas aplikacji nic nie spływa nam z włosów.
Osobiście miałam uczucie, że ta maska zbytnio obciąża moje włosy.
A ponieważ są one kręcone zależy mi też na tym, żeby ten skręt podkreślać. I niestety ten kosmetyk mi w tym nie pomógł a wręcz przeszkadzał. Nie wiem czemu ale miałam dziwne uczucie, że strasznie ciągnie moje włosy w dół.  Część włosków była dziwacznie ponaciągana i wyprostowana, kolejna część nienaturalnie poskręcana.  Po kilkukrotnym użyciu maska poszła więc w odstawkę i na szczęście zostało mi jej na jeszcze jedno tylko użycie.
Porównując ją do henna wax różnica jest naprawdę ogromna. Po Wax osobiście chętnie nie raz jeszcze sięgnę po tą maskę już raczej niekoniecznie.

Ciekawa jestem jak sprawdziła się u Was ? bo wiem, ze wiele osób też miało z nią doczynienia i sobie chwaliło jej zalety. Być może wynika to też z rodzaju i porowatości naszych włosów.
Mnie nie zachwyca i nie powala, trudno bywa i tak ;-)

buziaki,
Michałosia


p.s. Jak się nie opamiętam z tym gadaniem to chyba zacznę dla Was vlog nagrywać ;-)

piątek, 18 października 2013

Go Go Kallos czyli Michałosia o masce regenerującej do włosów


Cześć :-)

No i mamy wyczekiwany piątek :-) Wreszcie ;-)
Jeszcze tylko 7 godzin i zaczyna się dla Michałosi weekend.

Pewnie i Wy nie możecie się już doczekać :-)

Wczoraj był post z piramidą włosową, dzisiaj będzie o masce regenerującej do włosów suchych, łamiących się i uszkodzonych Kallos Go Go.

Nie będę ukrywać, ze jestem fanką kosmetyków Kallos, sięgam po nie zdecydowanie najczęściej jeżeli chodzi o pielęgnację i odżywianie ale ostatnio również mam możliwość farbowania włosów produktami Kallosa.



opis z opakowania i skład :


Maska znajduje się w zwykłej plastikowej tubie, z dość trwałym zamknięciem.
Ot tubka jak tubka, i nie będę się rozpisywać nad jej wyglądem ;-)



Konsystencja maski jest dość gęsta, mimo tego łatwo się wydostaje z opakowania.
Dzięki swojej konsystencji bez problemów udaje się ją zaaplikować na włosy.
Osobiście przy wypróbowaniu ogromu specyfików włosowych tego kosmetyku maską bym nie nazwała.
Skłaniałabym się raczej ku odżywce.
nie mniej jednak jak na produkty Kallos częściowo udaje jej się wywiązać ze swoich zadań.
Włosy po jej użyciu są miękkie i lejące. Dość łatwo dają się rozczesać.
Można też zauważyć, że są lśniące.
Nie mniej jednak nie daje takiego efektu nawilżenia jak inne maski Kallos i jakiego bym po niej oczekiwała.

U mnie sprawdza się więc jako szybka odżywka przy szybkim ogarnianiu włosów kiedy brakuje czasu i nie mogę pozwolić sobie na dłuższe przesiadywanie z maską na włosach.
Sporym plusem jest też cena. Ja swoją  przez przypadek dorwałam kiedyś w Hebe za całe 5 zł ponieważ była w promocji.






buziaki,
Michałosia

czwartek, 17 października 2013

Pielęgnacja włosów czyli Michałosi piramida włosowa


Hej laseczki ;-)

Zbierałam się do tego postu od 2 dni, i wreszcie się zebrałam.
A natchnęły mnie do niego Chabrowa Ania i Nuneczka ( na ich blogach możecie zobaczyć ich piramidki )

Czytając mój blog wiecie jak ważna jest dla mnie pielęgnacja włosów, dużo piszę o kosmetykach przeznaczonych do zabiegów na nich, więc pora to usystematyzować jakoś ;-)






                                                                    OKAZJONALNIE
                                                        Profesjonalne zabiegi do włosów


Okazjonalnie czyli właściwie co kilka miesięcy jak uda mi się znaleźć czas i motywację wykonuję zabiegi regenerujące do włosów u fryzjera. A, że zazwyczaj czasu mi brakuje to robię je 2-3 razy w roku.



RAZ W MIESIĄCU
Podcinanie końcówek
Farbowanie odrostów

Obowiązkowo co miesiąc wykonuję u fryzjera farbowanie odrostów. Jestem naturalną siwiejącą brunetką, ufarbowaną na blond. Jak bym nie dotarła na eliminowanie odrostów to bym ludzi na ulicach i za dnia straszyła ;-)
Przy okazji farbowania, moja fryzjerka zazwyczaj ścina mi delikatnie końcóweczki włosów.

Najczęściej używane produkty: Włosy farbuję salonowymi farbami Kallos




RAZ W TYGODNIU
Olejowanie

Olejowanie wykonuję raz na tydzień, zazwyczaj w sobotę. Mam wtedy czas, żeby na spokojnie wetrzeć olej we włosy. Ja pół dnia polatam na mopie i szmacie a olej działa.
Na swoich włosach przetestowałam już wszystkie możliwe sposoby olejowania i najlepiej na nich sprawdza się metoda na wilgotne włosy.
Olej trzymam minimum trzy godzinki, a następnie spłukuję szamponami bez SLS

Najczęściej używane produkty: Olej ze słodkich migdałów



CO TRZY DNI
Mycie
Maski i odżywki

Mam suche włosy, w tej chwili na szczęście już średnioporowate i nie mam potrzeby mycia ich codziennie. Dlatego myję je co 2-3 dni w zależności od potrzeby. Mam już w tej chili swoje ulubione szampony które idealnie nadają się do mojego typu włosów. I właściwie za każdym razem do mycia sięgam po inny. Jednego dnia myję je szamponem zakwaszającym, innego natomiast przeznaczonym do włosów blond.
Maseczkę lub odżywkę nakładam na włosy przed myciem ich szamponem na wilgotne włosy.
Minimum trzymam ją 30 minut.
Jednocześnie wspomagając działanie masek/odżywek ciepłem czyli turbanikiem do włosów.

Najczęściej używane produkty: Odżywka Garnier - Avocado i masło Karite, Maska Kallos - Keratin, maska Balea - More blond, szampon Artego - dream repair, Acid balance - szampon zakwaszający, szampon Equilibra - aloesowy, szampon cece Care - jedwab + chłodny blond



CODZIENNIE
Witaminki
Zabezpieczanie końcówek jedwabiem lub olejkiem arganowym


Codziennie rano do kawki łykam sobie magnezik i obecnie Skrzypovitę. A przy układaniu włosów przed wyjściem do pracy dodatkowo wsmarowuję w końcówki odrobinkę jedwabiu do włosów lub olejku arganowego. Zabezpiecza to końcówki moich włosów przed otarciami o apaszki czy ubrania. Dodatkowo je ujarzmia.

Najczęściej używane produkty: witaminy : Skrzypovita, Belissa, olejek arganowy - Artego, jedwab do włosów Green Pharmacy



Z racji tego, że włosy są moją obsesją ciągle coś w nie wcieram. Wydawać by się mogło, ze przy takiej ilości kosmetyków do włosów jakie mam w domu nie robię nic innego tylko myję, nakładam, zmywam, wcieram ;-)
jak widać po piramidce, wszystko jest z umiarem :-)


                                                   Mój niezbędnik włosowej pielęgnacji


A jak wyglądałaby Wasza piramidka?

buziaki,
Michałosia


P.S. Nuneczka przepis na fryzurę na tzw. wiedźmę wygląda następująco :
       1. Wstajesz rano z nieziemsko pięknymi lokami i się z nich cieszysz
       2. Wsiadasz w daleką drogę do samochodu i włączasz obowiązkowo nawiew z ciepłym powietrzem.
       3. Podczas nudnej podróży odpalasz jednego papieroska od drugiego przez co koniecznie musisz
           włączyć nawiew zimnego powietrza.
       4. Wysiadasz z nagrzanego samochodu w Warszawie otulonej gęstą mgłą.
       5. Pędzisz z buta na umówione spotkanie
                                                      Efekt gwarantowany ;-)



wtorek, 1 października 2013

Garnier Ultra Doux czyli Michałosia kultową odżywkę z avocado i karite wielbi


Zasiadając do kompa pomyślałam sobie...laska pora siebie ogarnąć, pora bloga ogarnąć, pora zdjęcia ogarnąć...
Wzięłam się więc za obrabianie zdjęć a tam...odżywka do włosów x, odżywka do włosów y, odżywka do włosów z :-)
Aż sama zaczęłam się z tego śmiać...robię się monotematyczna :-)
Ale fakt niestety jest taki, ze kosmetyki do pielęgnacji włosów zdominowały moje zasoby kosmetyczne a samych odżywek tylko w użytku jest ponad dziesięć.

Przyjdzie kiedyś dzień, ze ujawnię Wam te zapasy pod warunkiem, że nie okrzykniecie mnie włosowym świrem :-P


Już wielokrotnie wspominałam Wam, ze jestem przeciwniczką przyzwyczajania włosów i skóry do jednego tylko kosmetyku. Stąd może takie własnie zapasy włosowych mikstur u mnie się zrobiły.
Ale jedna z odżywek w moich zbiorach musi być  obowiązkowo.

A mianowicie Garnier Ultra Doux z olejkiem z avocado i masłem Karite.

Pierwszy raz trafiłam na nią przez zupełny przypadek podczas jakiś zakupów już ładny kawał czasu temu.
I przyznam z ręką na sercu, nie liczyłam na nic ;-)



Z opisu opakowaniowego:

Skład:
Opakowanie jest tradycyjne dla tego typu kosmetyków. Zwykła plastikowa butelka, dość miękka dzięki czemu łatwo wycisnąć odżywkę z środka. Zamkniecie również jest dość solidne i mimo kilku już zmaltretowanych przeze mnie opakowań, żadne nie uległo uszkodzeniu.


Sama odżywka swoją konsystencją przypomina mi trochę budyń :-) Kolorem zresztą też ...waniliowy :-)
Bardzo łatwo rozprowadza się po wilgotnych włosach tworząc na nich wyczuwalną otoczkę.
Pozostawiona na kilkanaście minut na włosach działa na nich cuda.
Włosy są wyraźnie odżywione i nawilżone.
Z łatwością dają się rozczesać i ułożyć co mój baranek niestety stawia mi zawsze jako wielkie wyzwanie :-)
A po wysuszeniu stają się wyjątkowo sypkie i mięciusieńkie jak " kaczuszka" hihi ...pamiętacie tą reklamę ? :-P



Co prawda nie ląduje ona na moich włosach codziennie, ale minimum dwa razy w tygodniu sięgam własnie po nią.
Butelka 200 ml kosztuje około 8 zł a dość często pojawia się w drogeryjnych promocjach za 5 złociszy i groszy kilka.
Osobiście powiem Wam tak...na tyle kosmetyków profesjonalnych, na tyle specyfików do włosów które miałam okazję stosować i testować, wcierać i nacierać ta oto skromna odżyweczka za 8 zeta może śmiało stanąć na równi z kosmetykami markowymi, wysokopółkowymi i profesjonalnymi i zrobi to do do jej zadań należy :-)

Zapoznałyście się już i zaprzyjaźniłyście z nią ?

buziaki,
Wasza Michałosia

poniedziałek, 16 września 2013

Olejek łopianowy czyli jak Michałosia z małą Mi z problemami włosowymi walczyły


Hej:-))

Paskudna pogoda za oknem nie motywuje mnie do niczego :-/

Jedyne o czym pamiętam i wykonuję systematycznie to pielęgnacja moich włosów :-)

I tu muszę Wam się pochwalić, że po roku systematycznej i świadomej pielęgnacji moje włosy z wysokoporowatych stały się średnioporowate :-)))

Więc pewnie i lada moment wpisy o pielęgnacji się zmienią na moim blogu :-))

A dzisiaj o olejku z którym ostatnio się nie rozstaję i na działanie którego liczę wyjątkowo.

Czyli olejek łopianowy.




Od czasu kiedy zaczełam leczenie codziennie moge wyciagać sobie włosy dosłownie garściami :-/

Mała Mi natomiast szybkim krokiem zaczeła mi wchodzić w okres dojrzewania, co niestety wiąże się z przetluszczonym codziennie łepkiem i łupieżem.

Szampony, szamponami ale sięgnełam po dodatkowe specyfiki ;-)

A ponieważ łopian jest jedną z najskuteczniejszych roślin zapobiegających tym właśnie przypadłości wcieramy go obie ostatnio non stop.


W przypadku młodej działaon zdecydowanie łagodniej na jej włosy i skórę głowy niż specjalistyczne szampony przeciwłupieżowe jednocześnie likwidując skutecznie to białe pasudztwo :-)

W moim przypadku wypadających włosów również zauważalna jest dość duża różnica :-)

Olejek wcierany w skórę głowy dodatnio wpływa na porost włosów, wzmacniając cebulki włosowe.





Za buteleczkę 100 ml płacimy naprawdę niewielką kwotę. W promocji kosztował około 6 zł.
I naprawdę z czystymsumieniem mogę Wam go polecić jeżeli borykacie się z tymi samymi problemami włosowymi co ja i moja mała Mi :-)

buziaki :-)
Michałosia

poniedziałek, 15 lipca 2013

Magiczna włosów naprawa czyli jak Michałosia za artego się wzieła

Heeejka:-)))

Wrzucając dzisiaj rano zdjęcia na blog sama zaczęłam się do siebie śmiać, ze jeszcze chwilka i nie będziecie chciały do mnie zaglądać bo ostatnio nie gości na blogu właściwie nic innego po za postami z szamponami i odżywkami a kolejne zdjęcia już się wgrały.

Trudno, kosmetyki włosowe są ostatnio mocno u mnie wykorzystywane więc należy im się parę słów chociaż.

Dzisiaj pora na kolejny szampon.
Tym razem firmy artego.



Jakiś już czas temu dostałam od tej firmy kilka kosmetyków przeznaczonych do naprawy włosów.
W paczuszce znalazł się między innymi szampon z serii dream rapair przeznaczonej do naprawy włosa.



skład:


Opakowanie to typowa plastikowa buteleczka z której dość łatwo wycisnąć kosmetyk.
Posiada bardzo mocne, solidne zamknięcie...i chwała mu za to:-)
Bo butla może sobie wędrować w torbie czy walizce i mamy pewność, że zamkniecie się nie rozwali i nic nam nie pozalewa naszych skarbów.


Szampon przeznaczony jest do naprawy zniszczonych włosów, a najlepszym do tego sposobem jest oczywiście keratyna i proteiny.
Protein nie mogło zabraknąć w tym kosmetyku.
Szampon zawiera serycynę, najdoskonalszą proteinę jedwabną która odbudowuje włos.
Natomiast składniki aktywne oczyszczają włókna włosa i spajają zniszczone, rozdwojone końcówki.
Szampon jednocześnie uelastycznia włosy, zapobiegając ich łamliwości.



A z osobistych obserwacji Michałosi?

Szampon posiada świetną konsystencję. Nie jest ani za rzadki ani za gęsty...jest taki w sam raz:-)
A do tego jak się pieni. Właściwie wystarczy tylko kropelka i już mamy na włosach masę piany.
Zauważyłam, że po myciu włosy są bardzo dobrze oczyszczone z kurzu, brudu jak i resztek kosmetyków.
Jednocześnie zachowują dłużej świeżość.

Po ponad miesięcznym stosowaniu stały się wygładzone, nie puszą się już tak jak kiedyś. Są sypkie a skręt moich loków stał się bardziej naturalny.

Od jakiegoś już czasu zdecydowanie chętniej sięgam po salonowe szampony do włosów, bo zdecydowanie widać różnicę w ich działaniu.

Niestety musimy się też liczyć z tym, że cena za te kosmetyki nie przypomina tych które widzimy na półkach z szamponami w Naturze czy Rossku.
Za 300 ml tego szamponu musimy zapłacić ponad 30 zł.
W sklepach stacjonarnych niestety ich nie dostaniemy. Raczej trzeba by poszukiwać tych kosmetyków w salonach fryzjerskich współpracujących z firmą artego.

Drogo? może i tak ale to jest zawsze coś za coś.
Ja chyba na dzień dzisiejszy widząc do jak dobrej kondycji udało mi się doprowadzić włosy wolę zainwestować w dobre kosmetyki do ich pielęgnacji niż w kolejną 50 parę butów.





A teraz po szamponowych opowiastkach trochę prywaty z życia;-)
Czyli jak to Misia ciapą jest i będzie.
Wczoraj zabrałam się za dopieszczanie włosów. Wiecie, ze jestem przeciwniczką używania suszarek i prostownicy. Suszarka idzie w ruch tylko kiedy brakuje mi czasu...doszłam do wniosku, ze szybciej ogarnę te  moje loki jak je podsuszę...
Dziarsko powcierałam wszystkie specyfiki we włosy, podłączyłam suszarkę do kontaktu...i ujrzałam ogień.
Zapaliła mi się suszarka... kopnął mnie prąd.
W pierwszym odruchu suszarka wylądowała z całą siłą na ścianie gdzie zakończyła już całkowicie swój żywot. Po łazience rozniósł się smród spalenizny...a moja pierwsza myśl to włosy.
Nie widziałam nic, nie słyszałam nic piekła mnie ręka...zaczęło mi się kręcić w głowie ale cały czas myślałam co z moimi włosami...są? nie ma ich? spaliły się?
Szybkie spojrzenie pełne przerażenia w lustro...są. Patrzę jeszcze raz...są!
Wyszłam z łazienki usiadłam w kuchni i dopiero po kilku minutach doszło do mnie, że ...mam spaloną skórę wewnątrz dłoni...
Czyli nie mam suszarki, mam popaloną skórę...ale mam włosy:-)))


buziaki,
Michałosia


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...